MENU

Ślub Veroniki i Karola? O tak, to był ten dzień, w którym słońce postanowiło nie brać przerwy nawet na minutę. I dobrze – bo wszystko, co działo się w Złotopolskiej Dolinie, aż prosiło się o ciepłe światło, które podkreśli każdą perłę w lakierze, każdy uśmiech i każde drżenie powietrza nad rozgrzanym asfaltem.

Zacznijmy od tego, że ten ślub miał w sobie coś… mocno motoryzacyjnego. Już przy wjeździe można było się poczuć jak na zamkniętej imprezie miłośników szybkich fur – ryk silników, błysk karoserii i kolory, które nie zostawiały miejsca na przypadek. Veronika i Karol przyjechali M4 w kolorze Sakhir Orange, czyli dokładnie takim, którego nie da się pomylić z niczym innym – intensywny, pewny siebie, z charakterem. Trochę jak oni.

Złotopolska Dolina rozkwitała w zieleni. Trawa, drzewa, krzewy – wszystko wyglądało, jakby miało własny filtr upiększający. Przed salą – basen, taki całkiem na serio, i choć przez cały dzień temperatura uparcie udawała sierpniowe południe we Włoszech, nikt nie dał nura. I to chyba jedyna rzecz, której tego dnia zabrakło – skoku do wody w pełnym garniturze.

Reszta? Kompletnie bez braków. Muzyka rozkręcała się jak silnik – najpierw spokojnie, potem pełna moc. DJ rozłożył się za DJ-ką, która wyglądała jak nowoczesny fortepian po tuningu, i robił dokładnie to, co powinien robić dobry DJ: grał, obserwował, reagował. Zero przypadkowych dźwięków, wszystko z myślą o parkiecie. A do tego żywe instrumenty – perkusja, gitara, sample, momentami miało się wrażenie, że dźwięk się nie tylko słyszy, ale i czuje na skórze. To był jeden z nielicznych ślubów, na których nie miałem stoperów, a dowodem na to, jak było grubo były babcie bujające się do Malika Montany.

Veronika wyglądała obłędnie, ale bez zadęcia. Była klasą samą w sobie, ale z tą naturalnością, której się nie da wyćwiczyć. Karol? Wyluzowany, ale skupiony. Cały dzień uśmiechnięty, jakby wszystko szło dokładnie tak, jak powinno – spokojny, obecny, z tym charakterystycznym błyskiem w oku.

To był dzień pełen detali, które zostają w głowie. Dobrze zgrani ludzie, atmosfera jak z idealnie trafionej playlisty i to ciepło – nie tylko z nieba, ale i między nimi. Takie rzeczy dobrze się pamięta. I jeszcze lepiej fotografuje.

Comments
Add Your Comment

CLOSE