MENU

Z ponad 30 tysięcy oddanych zdjęć (a zrobionych ponad 120 tysiącach) wybrać tych „kilka” najlepszych jest nie lada wyczynem.

Jednak w końcu się udało, finalnie wybrałem 394 ujęcia, do filmu trafiło nieco mniej. Ale…. i tak jest ich ogromnie dużo. Decyzja zapadła – zrobię film, gdzie wstawię wszystkie, przy dynamicznej muzyce. I wtem oto pojawił się film, który można obejrzeć poniżej:

Faktycznie, większość może Wam mignąć dosłownie na ćwierć sekundy, dlatego wybrałem też kilka, które obejrzycie poniżej.

Jako, że sezon nie istniałby bez Was, to pragnę podziękować przede wszystkim Wam. Za co? Za zaufanie – większość z Was nie widziała mnie nigdy na oczy do czasu ślubu, z niektórymi z Was rozmawiałem godzinami o przygotowaniach do ślubu, nie wiedząc nawet jak wyglądacie. Dziękuje za możliwość towarzyszenia na początku Waszej wspólnej oficjalnej drogi. Widząc Was cieszyłem się razem z Wami, kiedy mówiliście „I ślubuję”, roniłem łzę, kiedy Wasze mamy płakały, bawiłem się razem z Waszymi gośćmi na parkiecie, podśpiewując słowa piosenek. Często bywało tak, że wracałem do domu/hotelu i z ilości przeżytych emocji nie mogłem zasnąć. Później przeżywałem to drugi raz, kiedy zdjęcia trafiały do mojego workflow, kiedy dopieszczałem te wymuskane klatki, na których ukryte były ciche momenty, niewidoczne na pierwszy rzut oka, jak i te głośne, krzyczące już od pierwszej chwili. Później przeżywałem to trzeci raz, jak słuchałem Waszych wrażeń, gdy oglądaliście zdjęcia siedząc obok lub gdy zdzwanialiśmy się późnym wieczorem, kiedy po skończonej butelce wina i seansie zdjęć nie mogliście się nacieszyć. Albo jak siedzieliście i o 5 rano dostawałem od Was wiadomości, że nie śpicie(!), że oglądaliście po kilka razy (!!) i że ciężko będzie wstać do pracy (!!!) – prawda Ola :)? Mam nauczkę, by nie wysyłać Wam późnym wieczorem zdjęć, ale ciężko jest utrzymać coś w tajemnicy, co mnie cieszy, a Was ucieszy jeszcze bardziej! To fantastyczna praca, wśród ludzi, wśród znajomych, wśród przyjaciół, nie można wymarzyć sobie lepszej!

Są też drugie strony medalu, taka praca, kiedy nikt nie stoi nad głową wymaga o g r o m n e j organizacji i samozaparcia. Moją pracą jest nie tylko zrobić zdjęcia. Muszę dostać się często na drugi koniec Polski (kto wie, może i niedługo świata?), zapewnić sobie bezpieczeństwo w postaci kilku aparatów, wrócić do domu, zgrać materiał, utworzyć po kilka kopii w różnych miejscach. Później, gdy materiał już czeka na swoją kolei trzeba do tego usiąść. Zwykle zmotywować się jest ciężko, ale… jak już usiądę to wykonuje to w mgnieniu oka. To też praca siedząca, łatwo można popaść w rutynę i zmęczenie, skrzywić sobie kręgosłup, a także popsuć wzrok. Starałem się zadbać również o moją kondycję fizyczną w przerwach między obróbką, a rozrywkami. To też praca poniekąd weekendowa. Poniekąd, ponieważ Wy widzicie moją pracę tylko w sobotę, a na każde wesele trzeba poświęcić jeszcze sporo czasu. W międzyczasie jeszcze trzeba poświęcić czas na szkolenia, tak więc znalazłem się na Boring Workshop, byłem u Krzyśka Krawczyka na warsztatach indywidualnych, a także zasięgnąłem wiedzy Sebastiana Nandryki. To jednak nie wszystko, są tajemnice, których zdradzać nie można, ale na pewno zobaczę się z Wami na Boringu (mam już bilet!).

Po tak intensywnym sezonie, trwającym od maja do października człowiek potrzebuje resetu. Rok rozpocząłem od 12 dni na Kubie, styczeń nie był wcale taki mroźny, może trochę wiało, ale te 27°C dało się przeżyć. Szum fal Oceanu trochę uspokaja i pozwala by nie myśleć o niczym. Sezon minął, ja jeszcze nie zdążyłem się odkopać z ostatniego wesela, a moje nogi już w październiku stanęły w Portugalii, u Wybrzeża Algarve. Odpoczywałem tam już na 110%, po dość intensywnym maratonie. Zbliża się mój kolejny wyjazd, za kilka dni znowu się zresetuje – tym razem Madagaskar, Nosy Be. A to wszystko po to, bym miał świeże podejście do każdego zlecenia, którego się podejmuję.

Do zobaczenia!

Comments
Add Your Comment

CLOSE